-49% w Rossmannie: pielęgnacja ust + dodatkowe info



Po wpisie dotyczącym ciekawych propozycji do pielęgnacji ciała do zakupienia w ramach akcji -49% w Rossmannie (znajdziecie go TUTAJ) wiele z Was zastanawiało się, czy peelingi do ciała będą się wliczać do przeceny. W tej kwestii nic nie jest pewne, ale jeśli sugerowalibyśmy się internetową drogerią Rossmann, to nie znajdują się one na półce z pielęgnacją ciała. Jak będzie w praktyce - zobaczymy ;).


Dzisiaj zestawiłam dla Was przykłady ciekawych kosmetyków do pielęgnacji ust ;). Sama w każdym płaszczu, kurtce, torebce i plecaku mam jakieś mazidło tego typu, więc na pewno jakiś kupię.

Pomadka ochronna do ust z rumiankiem Alterra


Sama nie wiem ile opakowań tej pomadki już zużyłam ;). Uważam ją za najlepszy produkt w tej kategorii z jakiego miałam okazję korzystać do tej pory. Na razie nie zapowiada się na detronizację ;). Sowity zestaw naturalnych olei (rycynowy, masło shea, kokos, jojoba, oliwa, słonecznikowy) doprawiony woskiem Candelila, witaminą E, olejkiem rumiankowym, i ekstraktem z marchwi za śmieszną (nawet bez promocji) cenę pewnie i Was zainteresuje ;).

Balsamy Eos


Legendarne wręcz produkty do ust, których nie miałam okazji jeszcze przetestować xD. Skład mogę ocenić bardzo podobnie jak w przypadku wspomnianej wyżej Alterry - mnóstwo olei delikatnie doprawionych owocowo-roślinnymi ekstraktami. Może tym razem się na nie skuszę (jeśli jeszcze będą ;)), ale trzeba przyznać, że kosztują sporo więcej od mojej ulubionej pomadki.

Balsamy i peelingi do ust Evree


Wszystkie balsamy i peelingi do ust Evree mają piękne składy. Po raz drugi ta marka zaskakuje mnie niezwykle pozytywnie ;). Bogate mieszanki roślinnych maseł i olei naprawdę mogą się podobać. Szczególnie kusi mnie balsam Instant Help ;). Warto też nadmienić, że balsamy Evree są dedykowane nie tylko do ust, ale także na inne, spierzchnięte i bardzo suche rejony skóry naszego ciała.

Produkty Carmex


Mieszanka parafiny i lanoliny wzbogacona masłem kakaowym, kwasem salicylowym, kamforą i mentolem to baza każdego z Carmex'ów. Może i ten zestaw nie powala, ale naprawdę działa - sprawdziłam organoleptycznie ;).

Balsamy do ust Body Club


Można by je nazwać "inspirowanymi na Eosie" i na dodatek w sporo niższej cenie. Woski: pszczeli, Candelila i Carnauba połączone ze skwalanem oraz olejami: jojoba, oliwą z oliwek i innymi wraz z witaminą E oraz tytułowym ekstraktem robią bardzo dobre wrażenie - będę na nie polować bardziej niż na Eosy ;).

Pomadki ochronne Lip Smacker


Oleje, woski, niewielki dodatek parafiny i modyfikowanej lanoliny połączone z zabawnymi opakowaniami tworzą całkiem ciekawą propozycję zakupową ;). Podobno mają też piękne zapachy.

Pomadki AA


Proste, woskowo-maślane składy mogą się naprawdę podobać, podobnie jak dodatki ekstraktów roślinnych i owocowych. Zwróciłam uwagę także na olejki do ust AA, jednak obawiam się, że będą dość uciążliwe w aplikacji i noszeniu.

Masełka i pomadki ochronne Isana


Pomadki ochronne Isana znam i lubię od dawna (fajne składy w śmiesznej cenie), więc pewnie jakąś przyniosę w trakcie promocji, ale szczególnie interesują mnie ich masełka. Nawet nie wiedziałam o ich istnieniu ;). Ogłaszam polowanie!

Jak wygląda u Was pielęgnacja ust? Skusicie się na coś? ;) A może zaproponujecie mi coś innego?


Więcej »

-49% w Rossmannie: pielęgnacja ciała



Rossmann rozpieszcza nas promocjami nie od wczoraj ;). W tym miesiącu, z racji dalszej promocji aplikacji Klubu Rossmann czeka nas nie lada gratka: -49% na produkty do pielęgnacji ciała, ust, odżywki do włosów, odżywki do paznokci i maseczki do twarzy. Wiele osób narzeka na konieczność ściągania aplikacji, jednak jak wiadomo - każda firma chce zbudować sobie grupę wiernych klientów ;). 

Sama promocja, jak zakładam, będzie jednorazowa (jedna karta - jeden objęty promocją paragon) i będzie dotyczyć zakupu minimum dwóch produktów z wymienionych wcześniej kategorii. Nie będzie jednak można kupić wielu buteleczek jednego kosmetyku - wybrane produkty muszą się od siebie różnić kodem kreskowym. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by kupić np. 4 różne balsamy do ciała ;). Akcja odbędzie się w dniach 21-30.08.2017r. 


Postanowiłam przygotować dla Was zestawienia interesujących produktów z każdej przecenionej kategorii w oparciu o własne doświadczenia i ich składy. Niestety, jak w przypadku każdej z tego typu akcji może okazać się, że niektóre z produktów nie załapią się na promocję, bo nie będzie ich na liście przecen. Dziś zajmę się kremami, balsamami, masłami, emulsjami, serum, musami i mleczkami do ciała ;). Niektórych produktów nie brałam pod uwagę w moim zestawieniu, ponieważ nie mogłam znaleźć nigdzie ich składów -.-.

Balsamy do ciała

Balsamy Isana Med 


Wersja ta charakteryzuje się wszystkim tym, co potrzebne jest skórze wrażliwej. Krótki skład bogaty jest w emolienty zarówno syntetyczne (alkohole tłuszczowe i ich estry) jak i oleje: shea oraz oliwę z oliwek. Na promocji będzie kosztował grosze - nic tylko brać ;).


Warto docenić spore dodatki mocznika i masła shea w tak tanim balsamie. Emolientowy tłuścioszek wzbogacony pantenolem, alantoiną i mleczanem sodu. Niewielka cena tylko dopełnia całości ;). Obie wersje Med można też śmiało wykorzystać na włosy.

Isana Mademoiselle Raspberry, Malinowy balsam do ciała


By nie rozwodzić się nad nim za długo odsyłam Was do mojej recenzji - KLIK!. W skrócie - pięknie pachnące cudo do ciała i włosów ;).

Vis Plantis Atopy Tollerance, Barierowy balsam do ciała


Jego dokładną analizę składu znajdziecie TUTAJ - dobry, emolientowy produkt z rozsądnym dodatkiem składników naturalnych. Pozytywnie zaskakuje ;)

Balsamy O'Herbal


Świetne połączenie emolientowej bazy (estry tłuszczowe z kopolimerami) wzbogaconej gliceryną z surowcami pochodzenia naturalnego - to najszybsza charakterystyka wszystkich balsamów O'Herbal. Może znajdziecie wśród nich coś dla siebie ;).

Balsamy Palmer's



Masło kakaowe i olej kokosowy połączone z parafiną oraz emolientami syntetycznymi. Produkty bardzo treściwe i dość "ciężkie", ale dla osób potrzebujących mocnego natłuszczenia - niezastąpione! Jedyny zarzut, jaki miałam do ich produktów, to nieco męczący zapach.

Balsamy pod prysznic Eveline


Emolientowa baza (z parafiną bądź naftą) szczodrze wzbogacona olejami (m.in. sojowym czy arganowym) oraz lecytyną czy witaminami A i E. Przyznam, że po obejrzeniu składów większości balsamów dedykowanych pod prysznic byłam mocno zniesmaczona, tak Eveline zaskoczyło mnie pozytywnie ;).

Balsamy Le Petit Marseillais

Parafinowa baza doprawiona dobrociami: ekstraktami z alg i innych roślin, olejami i masłami. Przyznaję, że od dawna nie przyglądałam się bliżej ofercie tej marki i... chyba zamierzam to zmienić ;).

Balsamy Venus Use & Go


Balsamy w sprayu zwykle charakteryzują się słabymi składami bazującymi na... etanolu. Dlaczego? Ten składnik bardzo szybko odparowuje, dając złudzenie wchłaniania produktu. Tutaj jest dużo lepiej - lekka formuła bazuje na emolientach syntetycznych i naturalnych olejach (m.in. awokado, winogronowych, pistacjowy) wzbogaconych ekstraktami roślinnymi. Jest pięknie ;)

Balsamy Evree


Przeglądając stronę Rossmanna zastanawiałam się ciągle dlaczego jeszcze kilku balsamów Evree nie mam w łazience ;). Bogate (i to naprawdę na bogato!) składy łączące naturę z syntetyczną technologią naprawdę mogą się podobać. Duże objętości na promocji będą kosztować niewiele - może się kuszę ;).

Balsamy AA


Kolejne zaskoczenie składowe: moc ekstraktów i olejów zanurzona w parafinowo-emolientowej bazie spodoba się takim skórnym suchotnikom jak ja ;). Ciekawa jestem też ich konsystencji.

Balsamy Wellness&Beauty



Emolientowo skład sowicie doprawiony masłem shea i ekstraktami owocowymi. Ładne zapachy i piękne opakowania - ta marka własna Rossmanna jest niezwykle godna uwagi. Mam również nadzieję, że na promocję załapią się ich olejki - moje włosy za nimi przepadają ;).

Masła do ciała

Masła Bielenda


Marka Bielenda uczyniła znaczący krok naprzód pod względem składów - ich masła wyglądają naprawdę świetnie. Oleje, ekstrakt, a do tego linia Vegan Friendly w rozsądnej cenie - wielka okejka się należy ;).

Masła Palmer's


Podobnie jak i przy balsamach możemy się spodziewać srogiego natłuszczenia. Zadba o to masło kakaowe, olej kokosowy, masło shea i inne oleje doprawione emolientami syntetycznymi. Fani bogatszych formuł będą zadowoleni ;).

Kremy do ciała

Kremy Isana


Wielkie wiadra kremów z fajnymi składami i w niskiej cenie - to najkrótsza charakterystyka tych produktów Isany ;). Dodatkowo powiem, że moje włosy również je uwielbiają ;). Może w czasie tej promocji skuszę się na wersje, których jeszcze nigdy nie próbowałam.

Emulsje, musy, mleczka i serum do ciała

Musy Tutti Frutti


Parafinowa baza z ekstraktami owocowymi (w zależności od wersji) oraz olejami (masło shea, słonecznikowy i inne). Wesołe, letnie opakowanie także przekonuje do zakupu ;).

Mleczko Isana Med z mocznikiem


10% mocznika w tak tanim produkcie robi niezwykle pozytywne wrażenie ;). Jeśli dodamy do tego składniki takie jak gliceryna, pantenol czy skwalan to mleczko samo wskakuje do koszyka ;).

Mleczka Le Petit Marseillais


Parafinowa baza doprawiona olejami i ekstraktami roślinnymi w znaczącej ilości. Odżywczo, a dzięki lekkiej formule mleczka można liczyć na szybkie wchłanianie.

Serum do ciała Eveline


Bogate składy, które naprawdę mogą spełnić obietnice producenta (szczególnie te o działaniu ujędrniającym i "wyszczuplającym"). Wiem, że część z Was irytują napisy "pierdyliard w 1" - cóż, taką strategię marketingową wybrali i jak każda: jednego przyciągnie, innego odstraszy ;). 

Znaleźliście w tym zestawieniu coś dla siebie? A może macie dla mnie jakieś inne propozycje? ;)
Więcej »

Kuracje kwasowe a ochrona przeciwsłoneczna



Dzisiejszy wpis jest ważny z wielu powodów. Kuracje kwasowe (zarówno te domowe, jak i w salonach kosmetycznych) zyskują coraz większą popularność - sami dobrze wiecie, że pod tym względem jestem wręcz kwasoholiczką ;). Szkoda niestety, że czasami osoby stosujące peelingi chemiczne zapominają o jakże ważnej ochronie przeciwsłonecznej. Pół biedy, jeśli po prostu ją zignorowały bądź o niej nie doczytały - zdarza się, krzywdzą tylko siebie. Gorzej, jeśli o ochronie przeciwsłonecznej po kwasowym zabiegu nie powie nam kosmetyczka. 


Nie jest to niestety urban legend. Bardzo często w mailach i komentarzach od Was dotyczących pielęgnacji kwasowej na moje pytanie o filtr przeciwsłoneczny odpowiedź brzmi mniej więcej: "Ale jak to? On jest potrzebny? Nikt mi nie mówił". Są też wersje odrobinę mniej drastyczne, gdy kosmetyczka mówi, że oczywiście, taka ochrona jest potrzebna w trakcie zabiegów, ale jedynie... latem :O. Nóż potrafi się w kieszeni otworzyć, prawda?

Na szczęście coraz więcej kosmetyczek nie kończy swojej nauki na jednym kursie czy samym studiowaniu, tylko dokształca się z wielu źródeł. W roli eksperta (pierwszy taki post u mnie) zaprosiłam dziś Magdalenę Jaglarz - chemiczkę z wykształcenia, która zawodowo wybrała kosmetykę. Ten wybór na tym blogu chyba nikogo nie dziwi ;). Magda prowadzi bloga magdalenajaglarz.pl oraz rozkręca własny salon w pobliżu mojego domu rodzinnego - w Bielsku Białej.


Wspólnie z Magdą rozprawimy się z kilkoma najpopularniejszymi mitami kosmetycznymi ;).

Czy stosując kwasy zimą muszę stosować ochronę przeciwsłoneczną?

Oczywiście - kuracja kwasowa zawsze uwrażliwia skórę na promieniowanie słoneczne, które może prowadzić do powstawania przebarwień oraz innych, niebezpieczniejszych zmian skórnych. Dlatego też nawet zimą wymagane jest stosowanie filtra o SPF minimum 30. Każda skóra jest inna tak jak i skłonności do przebarwień u każdej z osób są różne, ale nie warto ryzykować ich pojawienia się ;). I mimo, że pewnie większość Czytelników mojego bloga zna odpowiedź na to pytanie podkreślę - to, że kwasy nakładamy na noc nie zwalnia nas z ochrony przeciwsłonecznej w dzień ;).

Jakie filtry są skuteczniejsze: fizyczne czy chemiczne? Na co zwracać uwagę przy jego wyborze?

Magda: Ani jedne, ani drugie nie są w stanie samodzielnie zapewnić nam tak skutecznej ochrony jak ich połączenie. Mieszanka kilku filtrów, zarówno mineralnych jak i chemicznych da nam większą pewność, że preparat będzie działał skutecznie przez dłuższy czas. Działanie filtrów fizycznych polega na odbijaniu i\lub rozpraszaniu promieniowania UV. Zaliczane są do nich substancje pochodzenia mineralnego w postaci dwutlenkutlenku tytanu, tlenku cynku, tlenku magnezu i tlenku żelaza. Są one bardzo dobrze tolerowane przez skórę, ich wadą jest natomiast efekt bielenia skóry (wersje mikronizowane nie powinny tego robić). Filtry chemiczne, to syntetyczne substancje których działanie polega na pochłanianiu promieniowania UV. U osób o alergicznej i bardzo wrażliwej cerze mogą wywoływać reakcje alergiczne i nie powinny być także stosowane u dzieci poniżej 2 roku życia.

Czy istnieją kwasy, przy których stosowaniu można zapomnieć o ochronie przeciwsłonecznej?

Niestety nie. Pokutuje wprawdzie bardzo popularny mit o tym, że kwas migdałowy jest kwasem idealnym na lato, ale nawet on sprawia, że skóra staje się bardziej wrażliwa na promieniowanie UV. Bez filtra przeciwsłonecznego ani rusz ;).

Jak długo możemy używać kosmetyku chroniącego przed promieniami słonecznymi? Czy krem z zeszłego sezonu się sprawdzi?

Magda:
Trzeba pamiętać, że każdy kosmetyk ma swoją datę produkcji oraz okres przydatności po otwarciu. Okres przydatności oznaczony jest na produkcie w postaci “otwartego słoiczka” z liczbą miesięcy.

Filtry przeciwsłoneczne często mają dość ciężkie, komedogenne składy. Czy nie zniwelują przez to pozytywnych efektów kuracji kwasowej?

To jedna z najczęstszych wątpliwości, która pojawia się w pytaniach od Was. Zwykle efekt eksfoliujący (złuszczający) kwasów całkowicie niweluje objawy komedogenności kremów z filtrem, jednak w tej kwestii najważniejszy jest wybór odpowiedniego produktu, który skóra polubi. A tutaj niestety bez testów na żywym organizmie się nie obędzie ;).

Jak długo po zakończonej kuracji kwasowej powinno się nadal stosować wysoką ochronę przeciwsłoneczną?

Magda: Naturalny i prawidłowy cykl odnowy naskórka trwa ok. 28 dni. Ale po tym czasie również zaleca się stosowanie filtrów.

Czy makijaż destabilizuje filtry przeciwsłoneczne?

Problem ten dotyczy filtrów fizycznych (mineralnych), które działają na zasadzie odbijania promieniowania (niczym lustro) - po ich zmatowieniu pudrem czy podkładem tracą swoje cenne właściwości. Niektóre z koncernów chwalą się wprawdzie, że pakują swoje filtry mineralne w specjalne otoczki, które chronią przed matowieniem, ale podchodzę do tego ze sporym dystansem ;). Warto jednak odczekać kilkanaście minut między nałożeniem filtra a wykonaniem makijażu, by kosmetyk ochronny odpowiednio się wchłonął.

Czy pod filtr przeciwsłoneczny mogę nałożyć kosmetyk pielęgnujący (krem lub serum)?

Magda: W celu udoskonalenia ochrony skóry warto stosować antyoksydanty (np.: witamina C, E, koenzym Q10, kwas alfa-liponowy) w postaci serum aplikowanych codziennie rano pod filtry. Ograniczy to uszkodzenia wywołane przez UV, które przeniknęło do skóry. Serum antyoksydacyjne warto stosować nie tylko latem, gdy przypieka nas słońce (rumień wywołany promieniowaniem UVB) i najszybciej dostrzegamy efekty działania promieniowania UV, ale przez cały rok, gdyż promieniowanie UVA, które jest w głównej mierze odpowiedzialne za fotostarzenie skóry przenika przez szyby w oknach i nie zmienia się w zależności od dnia, pory roku i wysokości. 

Czy należy stosować filtry przeciwsłoneczne przebywając w pomieszczeniu? Czy promieniowanie UV przenika przez szyby?

Nie, przy przebywaniu w pomieszczeniu nie ma konieczności nakładania filtrów - ilość promieniowania przenikająca przez szyby nie zrobi skórze poddanej kuracji kwasowej większej krzywdy niż cerze nie pielęgnowanej kwasami (szkło zatrzymuje promieniowanie UVB, odpowiedzialne za oparzenia słoneczne). Z promieniowaniem UVA filtry przeciwsłoneczne radzą sobie ogólnie dość średnio.

Czy warto wybierać preparaty, które poza ochroną przeciwsłoneczną deklarują działanie pielęgnujące?

Magda: Nie ma zastrzeżeń by znajdowały się w takim preparacie dodatkowe składniki pielęgnujące, które działają synergistycznie z filtrem przeciwsłonecznym. Krem z filtrem poza ochroną przeciwsłoneczną sam w sobie jest skutecznym preparatem przeciwzmarszkowym - przeciwstarzeniowym.

Czy filtry przeciwsłoneczne są bezpieczne w ciąży?

Do poruszenia tego tematu zmotywował mnie niedawny mail Agaty, która niepokoiła się o wpływ składników jej kosmetyków na dziecko. Filtry fizyczne są całkowicie bezpieczne - odbijanie światła nikomu nie zaszkodzi ;). Filtry chemiczne natomiast, mimo teoretycznego wpływu na gospodarkę hormonalną i możliwość przenikania do krwiobiegu, też nie zaszkodzą - zbyt szybko ulegają rozłożeniu pod wpływem promieniowania. 

Jak często należy ponawiać aplikację filtra w czasie kuracji kwasowej i jaką jego ilość należy zużyć przy jednym nałożeniu?

Magda:Zwykle producenci określają ilość i częstotliwość stosowania filtru, co jest zapisane na etykiecie. Najczęściej jest to ok. co 2 godziny i ok. 2,5 ml na twarz i delkolt. Zalecenia dotyczą ekspozycji na słońce. Jeśli jest to tylko droga do pracy, wystarczy na 15 minut przed wyjściem zastosować filtr.

Stosuję kosmetyk z naprawdę niewielkim stężeniem kwasu. Czy ochrona przeciwsłoneczna jest mi potrzebna?

To pytanie jest dość trudne. Część producentów deklaruje na opakowaniach swoich produktów obecność kwasów różnego rodzaju, których w składzie jest ledwie splunięcie (sama końcówka składu). W takich sytuacjach ten kwas jest bardziej stabilizatorem pH niż substancją mającą jakikolwiek wpływ na skórę. Dużo też zależy od tego jaki to kwas. Jedno jest pewne - jeśli zawartość kwasu (kwasów) przekracza 5% (i takimi zawartościami producenci się zwykle chwalą konkretnie) należy myśleć o ochronie przeciwsłonecznej. Nawet jeśli nie widzimy na swojej twarzy makroskopowego jaszczurzenia ulega ona wtedy mikrozłuszczaniu (niewidoczne gołym okiem) i także jest uwrażliwiona na promieniowanie.

Mam nadzieję, że wraz z Magdą rozwiałyśmy trochę Waszych wątpliwości ;)

Stosujecie bądź stosowaliście jakieś kuracje kwasowe? Jeśli tak - to jaki kosmetyk z filtrem przypadł Wam do gustu?
Więcej »

Radości pourlopowe z prośbą do Was ;)



Wróciłam ;). Upragniony urlop już minął i czas na nowe wyzwania. Jednocześnie przepraszam Was za to, że zniknęłam tak bez ostrzeżenia - nie miałam tego w planie, ba, napisane wcześniej posty dalej wiszą w kopiach roboczych. Życie, a w zasadzie mój M., zaskoczył mnie jednak pierwszego dnia naszego wyjazdu i nad Dunajcem sprawił mi taką oto niespodziankę w magiczny i nie do podrobienia sposób:


Oświadczyny zostały przyjęte, jak można się spodziewać ;). Wraz z nimi postanowiliśmy uczynić z naszego wyjazdu "miesiąc narzeczeński", więc hasaliśmy po górach, dolinach, jeziorach, rzekach, zamkach i klasztorach bez myślenia o jakichkolwiek obowiązkach.  Mam nadzieję, że mi wybaczycie ;). Jedynie angina nadal mnie nie opuściła xD.

Nie zamierzam zamęczać Was tutaj wątkami ślubnymi, ale pewnie co jakiś czas takowe będą się pojawiać w rozsądnej ilości. Pośpiechu jednak nie przewidujemy ;).

W związku z tym, że jeszcze przez najbliższy tydzień mam trochę luzu mam też prośbę: często podrzucacie mi tematy, o których chcielibyście tutaj przeczytać - nie krępujcie się więc i piszcie o nich w komentarzach ;). Myślę, że dużą część z nich przygotuję właśnie w czasie tego wolnego. Muszę korzystać z tak naładowanych baterii ;). 

Mam nadzieję, że Wasze urlopy były lub będą przynajmniej tak udane jak mój ;).

Więcej »

Moja włosowa pielęgnacja: 6 lat włosomaniactwa!



Wiecie, że pod koniec lipca minęło mi 6 lat odkąd zaczęłam "włosomaniaczyć"? ;). Niewiele brakowało, bym w ostatnim rozgardiaszu zapomniała o tym jakże ważnym dla mnie jubileuszu. W końcu to od włosów zaczęło się moje zakręcenie na punkcie pielęgnacji, kosmetyków i ich składów. Wielokrotnie pytaliście mnie ostatnio o moją włosową pielęgnację, więc myślę, że takie święto jest idealnym momentem na taki wpis ;). Poniżej znajdziecie linki do moich poprzednich postów jubileuszowych:


Obecnie moje kudły wyglądają tak:



Ostatnio u mojego fryzjera byłam w lutym, więc, z racji długości, skręt zrobił się luźniejszy i bajzel na głowie mam nieco większy niż zwykle. Szczerze Wam powiem, że jeszcze nie wiem co zrobię przy następnym cięciu (koniec sierpnia - wrzesień). O prymat walczą dwie opcje:
  • podcięcie samych końcówek jako wstęp do próby zapuszczenia czegoś dłuższego
  • cięcie na bogato do krótkiej, pięknie kręcącej się fryzury.
Bardziej przychylam się do opcji pierwszej, chociaż czuję podskórnie, że gdy na nią się zdecyduję to jeszcze przed zimą polecę się opitolić na krótko xD. Obawiam się, że będę mocno tęsknić za mocniejszym, obliczalnym i trwalszym skrętem, jaki dają u mnie krótsze włosy. 

Ciekawostka - moje pojedyncze siwulce gdzieś magicznie zniknęły. Zastanawiam się czy jest to zasługa Cassi czy też może po prostu wypadły i kolejne siwki nie zdążyły jeszcze wyrosnąć xD.

Nie mam żadnych uwag do kondycji moich włosów - jest naprawdę dobra, o czym świadczy to, że moja pielęgnacja to w zasadzie minimum lub... włosowy detoks, bo inaczej włosy są obciążone.

  • Włosy myję raz na 2-3 dni (przy upałach zdarza mi się również codziennie) szamponem bazującym na mocnych detergentach, zawsze dwukrotnie. Poniżej znajdziecie przykłady moich ulubieńców:

Nie ukrywam jednak, że zamierzam przetestować jakiś szampon bazujący na delikatniejszych surfaktantach. Może akurat da radę? Preferencje włosów wszak zmieniają się w czasie, może i u moich tak się przydarzy.
  • Po myciu nakładam produkt do spłukiwania na maksymalnie 5 minut - dłuższy czas trzymania niestety skutkuje prawie zawsze nadmiernym obciążeniem. Spłukuję moje mazidła bardzo pieczołowicie ;). Moje włosy nadal uwielbiają odżywki proteinowe, ale nie wzbraniam się też przed produktami typowo emolientowymi. Kilku ulubieńców:
Maski Dr Sante (analizy składów, KLIK!, KLIK! i KLIK!)

  • Nie stosuję produktów bez spłukiwania. Włosy bez nich nie mają się źle, a dzięki temu ograniczam prawdopodobieństwo przyklapu. Moja stylizacja włosów w zasadzie nie uległa wielkim zmianom: poza eliminacją właśnie odżywki b/s oraz rezygnacji z podpinania kudeł po myciu ;).
  • Dużo rzadziej stosuję odżywianie przed myciem (raz na 3-5 myć), zarówno w formie typowego olejowania włosów, jak i odżywczych miksów. 
  • Co 2-3 mycia używam jedynie szamponu (bez odżywiania przed i po myciu) i stylizuję włosy z użyciem żelu - taki trochę włosowy detoks ;).
  • Co 2 tygodnie nakładam na włosy Cassię (KLIK!, KLIK!, KLIK!, KLIK!, KLIK! i KLIK!) - daje u mnie fajny efekt pogrubienia włosów, nadaje im piękny, złoty poblask i maskuje siwulce ;).
  • Włosy spinam w razie konieczności spinkami Flexi8 (KLIK!, KLIK!) - taka moja prywatna fanaberia ;).
  • Nie zabezpieczam włosów na noc - śpię z rozpuszczonymi i dość często mokrymi bądź wilgotnymi. Mendy schną tak długo (nawet przy użyciu suszarki xD), że nie ma sensu czekać ;).
  • Przed myciem zdarza mi się stosować różnego rodzaju wcierki - z przerwami, ze szczególnym naciskiem na okresy przesileń, gdy zdarza mi się tracić trochę więcej pierza. 


Można powiedzieć, że jak na włosomaniaczkę moja pielęgnacja jest uboga ;). Wyznaję jednak zasadę, że włosom należy dawać to, czego potrzebują i po czym wyglądają najlepiej, a tak się składa, że teraz najlepiej im z minimum ;).

Jak się mają Wasze włosy? Może coś się w Waszej pielęgnacji zmieniło?
Więcej »

Wyprzedażowe łupy: CCC, House, Terranova, H&M, Mohito



Ci z Was, którzy są ze mną dłużej, wiedzą pewnie, że w czasie wyprzedaży zdarza mi się spuścić ze smyczy mój zakupoholizm. Czasami dość poważnie ;). W tym roku jednak cierpiałam na impotencję zakupową, w zasadzie to nawet nie miałam ochoty (i siły) na łażenie po sklepach. Urlop jednak się zbliża, a moje bratanice wyraziły chęć wspólnego shoppingu ;).

Spodziewałam się raczej tego, że nic nie kupię - 26 lipca to już trochę późno na szukanie okazji ;). Życie jednak zaskakuje i po odwiedzinach w Galerii Krakowskiej i Bonarce przytargałam do domu 6 sukienek i buty. Za całe zakupy zapłaciłam ledwie 218zł bez paru groszy.

Najpierw jednak mam dla Was małą podśmiechujkę - oto co zobaczyłam w sklepie Sinsay. Aż wybiło mnie to na chwilę z życia :D. Jednorożec na szczęście :D.


Czas na moje łupy ;).


Do CCC poszłam w zasadzie tylko dlatego, że moje bratanice chciały odwiedzić ten sklep. Nie spodziewałam się spotkać pod koniec wyprzedaży jakikolwiek rozmiar 35 wśród butów, które by mi się podobały. A tu zaskoczenie: cicho-biegowe sandałki za 18zł. Ochrzciłam je już dziś na długiej trasie, stópki są zadowolone ;).


Letnia sukienka z H&M za 20zł. Mam już taką z innym motywem (biała w kwiaty, z zeszłego roku), która nosi się świetnie, więc decyzja była bardzo szybka ;). I co ważne - nie mnie się, więc zniesie przebywanie w walizce na urlopie ;).



Dwie sukienki o identycznym kroju z Terranovy, każda po 14,90zł. Pierwsza jest z bardziej dzianinowego, sweterkowego materiału, druga jest bawełniana. Odkąd odkryłam, że w tym fasonie naprawdę dobrze wyglądam, tego typu kiecki mnożą się w mojej szafie...


... w tempie wręcz sprinterskim, bo nabytek z House'a różni się od tamtych jedynie materiałem (imitacja jeansu). Podobnej sukienki poszukiwałam od dawna i w końcu, za 40zł, stała się moją własnością ;)


Sukienka w kolorze fuksji jest jednym z moich łupów z Mohito. Pierwszy raz odwiedziłam sklepy tej marki w tym roku i jedno jest pewne - szkoda, że wcześniej nie dopisałam ich do zakupowej wycieczki ;). Intensywny kolor połączony z pięknie układającym się dekoltem z odsłoniętymi ramionami w cenie 40zł skradły mi serducho...


... ale gwiazdą tegorocznych letnich zakupów została ta jasnoróżowa sukienka w kwiatki na ramiączkach (Mohito, 50zł). W Bonarce przymierzałam rozmiar mniejszą (myślałam, że się uduszę :P), ale miła pani z obsługi sprawdziła dla mnie dostępność w innych salonach. Odpowiedni rozmiar dorwałam w Galerii Krakowskiej (tak nawiasem chyba w życiu tak żwawo do niej nie pojechałam :P) i powiem Wam tyle - to jedna z najładniejszych sukienek w mojej szafie ;).

Ze swoich zakupów jestem bardzo zadowolona, a jak było u Was? Upolowaliście coś ciekawego? ;)
Więcej »

Senelle Cosmetics - warte uwagi nowości ;)



Nową, polską markę Senelle Cosmetics miałam już okazję przedstawić Wam przy okazji analiz składów produktów, które otrzymałam do testów. Minęło nieco czasu i dziś mogę Wam opowiedzieć o nich z praktycznej, recenzenckiej strony ;). 


Nawilżający balsam do ciała, Odżywczy krem do twarzy oraz Korygujący krem do twarzy były ze mną przez ponad miesiąc. Mają zbliżoną, roślinną nutę zapachową, która nie utrzymuje się na skórze po aplikacji - po ledwie kilku minutach nic nie jest wyczuwalne nosem. Produkty do twarzy pachną mniej intensywnie od balsamu, ale tego akurat można się było spodziewać ;). Ich konsystencje również są zbliżone - białe mazidełka o średniej gęstości, odpowiednie do zapakowania ich w plastikową tubę (balsam) lub szklane opakowania typu airless (kremy). Etykiety w każdym przypadku są przemyślane, delikatne i trwałe, a drewniane podkładki pięknie się prezentują na półce.

Jeśli natomiast chodzi o trwałość opakowań, to tuba nie budzi w tym względzie żadnych wątpliwości, ale szklane pompki airless mogą nie znieść spotkania z podłogą - warto o tym pamiętać ;). Z dozowaniem nie miałam problemu - tuba ma niewielki, dobrze dopasowany otwór, a pompki przy pojedynczym naciśnięciu dozują ilość kremu akurat na jedną aplikację.

Senelle Cosmetics, Nawilżający balsam do ciała


200ml tego balsamu kosztuje na stronie producenta sporo: 69zł.

Skład:


Na drugim miejscu w jego składzie znajdziemy trójglicerydy, które świetnie sprawdzają się na moim ciele w roli emolientów (substancji natłuszczających). Tuż za nimi znajduje się propanediol - jeden z kilku humektantów (nawilżaczy) w składzie (obok gliceryny i hialuronianu sodu). Olei także w nim nie zabrakło - znajdziemy wśród nich migdałowy, lniany, jojoba, z nasion pomidora, masło shea, skwalan oraz estry olei z pestek moreli i jojoba. Nie brakuje tutaj także ekstraktów: z miodu i kwiatu granatu. Całość dopełniono witaminą E, dwoma konserwantami (stosowanymi w żywności), gumą ksantanową (zagęstnik), kwasem cytrynowym (regulator pH) oraz kompozycją zapachową. 

Skład jest zacny ;). Miło, że producent mocno postawił na oleje i ekstrakty roślinne jednocześnie nie tworząc przekombinowanego i przesadzonego składu. Olej z nasion pomidora to absolutnie najbardziej interesujący składnik ;). 

Jak na balsam ma dość gęstą konsystencję, co na szczęście nie wpływa negatywnie na wchłanianie. Od produktów z linii wakacyjnych wręcz wymagam szybkiego wchłaniania - w tym względzie spełnił w 100% moje oczekiwania. Nadaje się do aplikacji nawet rano, gdy czas goni - nie pozostawia oślizgłej warstewki ;). Skóra jest przyjemnie nawilżona, gładka i miękka, a jednocześnie nie klei się do siebie samej (kto tego nie doznał latem? ;)) i ubrań. Przyjemnie łagodzi także podrażnienia po depilacji, których przy działaniu maszynką niestety doznaję. 

Moja bardzo sucha skóra mówi mu tak ;).

Senelle Cosmetics, Odżywczy krem do twarzy


50ml tego kremu kosztuje 89zł - sporo, ale w przypadku kosmetyków do twarzy ta cena budzi mniej emocji ;).

Skład:


W tym kosmetyku znajdziemy propanediol (nawilżacz) oraz laurynian izoamylu (emolient otrzymywany głównie z oleju kokosowego i ziaren pszenicy). Dwa oleje (z nasion pomidorów oraz migdałowy) przełamane gliceryną (nawilżacz) oraz estrami kwasu kaprylowego i kaprynowego oraz alkoholami tłuszczowymi z oleju kokosowego. W połowie składu znajdziemy oleje: lniany, kokosowy jojoba i masło shea. Ekstrakty też tutaj mamy: z granatu, dębu i alg. Koncówkę składu dopełnia hialuronian sodu (nawilżacz), guma ksantanowa (zagęszczacz), dwa niekontrowersyjne konserwanty oraz regulator pH i kompozycja zapachowa. 

Ponownie widać, że jest na czym składowo oko zawiesić ;). Olej "pomidorowy" wyjątkowo wysoko w składzie dopełniony innymi dobrociami ma szansę dużo dobrego zdziałać i faktycznie zadziałać mocno odżywczo.

Jak przy każdym kremie sygnowanym jako "odżywczy" obawiałam się mocnej tłustości po aplikacji, co nie jest zbytnio wskazane w okresie letnim ;). Zaskoczył mnie jednak mocno - wchłania się w ciągu kilku minut, a odrobina skrobi matuje go na cały dzień ;). Nie sprawia także problemów w związku z makijażem - nie obniża jego trwałości ani nie wywołuje żadnego rolowania. Nawilżenie uzyskane z jego pomocą trzyma skórę w ryzach przez cały dzień, a zastosowany na noc daje rano efekt promiennej i wypoczętej cery bez suchych skórek na nosie (moja letnia i zimowa zmora -.-). Nie stosowałam go w okolicach oczu (tam wylądował kolejny produkt Senelle), jednak czuję, że i z tymi wymagającymi i delikatnymi rejonami dałby sobie radę.


Co ważne - mimo swojej bogatej w oleje i inne cuda formuły nie spowodował wysypu zmian trądzikowych. Ba, mimo tego, że nie ma takiego deklarowanego działania, to w ciągu ostatniego miesiąca zapalnych kraterów nie uświadczyłam w ogóle. Czy to jego zasługa? Kto wie ;). Kusi mnie, by zostawić go nieco w opakowaniu i sprawdzić, jak poradzi sobie zimą.

Wiecie, czego brakuje mi do pełni zadowolenia? Ochrony przeciwsłonecznej, nawet niewielkiej - SPF między 10 a 20 - i byłby 100% ideał. I bez tego jednak wart jest spróbowania ;).

Senelle Cosmetics, Korygujący krem pod oczy



15ml kremu pod oczy kosztuje 79zł - dość podobnie jak w przypadku kremu odżywczego.

Skład:


Sporo składników tego kremu widzieliśmy już w balsamie i kremie do twarzy, ale kilka zaskoczeń też znajdziemy ;). Bazą dla tego kremu jest gliceryna (nawilżacz) wraz z wspomnianym już wcześniej laurynianem izoamylu uzupełnione o oleje: lniany, migdałowy, "pomidorowy", kokosowy, jojoba i oliwę. Dalej znajdziemy kolejny nawilżacz (propanediol), mieszankę estrów kaprylowych i kapronowych z alkoholami tłuszczowymi z oleju kokosowego. Z ciekawych ekstraktów znajdziemy tutaj cykorię, dąb, granat oraz mak. W połowie składu zawiera trójglicerydy, które w okolicach okołoocznych nie robią mi krzywdy ;). Nie można także zapomnieć o dodatku kofeiny, odpowiedzialnej za poprawę krążenia i zmniejszenie opuchnięć. W roli zagęstników występują niewielkie ilości gum: ksantanowej, z drzewa tara i biosacharydowej. Dwa konserwanty, regulator pH i kompozycja zapachowa zamykają peleton składników ;).

Szczególnie duże nadzieje wiązałam tutaj z dodatkiem kofeiny - opuchnięcia i sińce pod oczami to moja codzienność ;). Krem ten wchłania się nieco dłużej od wersji do twarzy, ale różnica nie jest duża i nie spowalnia porannej czy też wieczornej toalety. Nie zmniejsza trwałości makijażu oka - cienie czy eyeliner nie emigrują w kontakcie z nim w niewiadomych kierunkach ;). Okolice moich oczu zaakceptowały go bez zastrzeżeń - nie wywołuje zaczerwienień, łzawienia czy swędzenia.


Znacząco zmniejsza sińce i opuchnięcia pod oczami (przy stosowaniu dwa razy dziennie), co jest zapewne zasługą dodatku kofeiny (chyba muszę się nią bardziej zainteresować w swojej pielęgnacji ;)). Wiadomo, że nic nie zastąpi odpowiedniej dawki snu, ale ten krem daje naprawdę niezłego, świeżego kopa spojrzeniu. Moich zmarszczek mimiczno-rodzinnych nic nie jest w stanie wyeliminować (oprócz pewnie zabiegów mocno inwazyjnych), ale ich odnogi w kącikach oczu stały się mniej widoczne. Me gusta ;).

Nowe marki często budzą duże zainteresowanie i chęć zakupów, która jest jednak powstrzymywana przez brak opinii. Gdyby jednak ktoś z Was rozważał zakup produktów Senelle powiem tyle - warto ;).

A może któryś z produktów zainteresował Was szczególnie? ;)
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie